Znaczące, że artystka sama ten plot twist mi dała.
Wysłała mi oświadczenie, które w 2024 roku opublikowała na swoim FB. Oświadczenie jest publicznie dostępne, ale pozwolę sobie nie cytować, ponieważ nie chcę wrzucać linka do tej osoby profilu.
Po przeczytaniu tegoż stanęłam przed trudnym wyborem. Wycofanie się byłoby tchórzostwem. Przemilczenie – moralnym złem. Pójście na noże – młynem na wodę dla tej osoby. Nie chcę żadnej z tych rzeczy. Długo się nad tym zastanawiałam i w końcu zrozumiałam, że nie cofnę się przed powiedzeniem tego, co chcę powiedzieć. Ostatecznie, myślę, podjęłam możliwie najlepszą dla siebie decyzję.
O co chodzi, już tłumaczę.
Galeria L
We wspominanym oświadczeniu artystka przyznaje, że dzień po zamkniętym przyjęciu w Galerii L (Galeria L to nawiązanie do faktycznej przestrzeni artystycznej w pewnym polskim mieście), miejscu bezpośrednio związanym z jej ówczesnym środowiskiem pracy, została wezwana na rozmowę. W trakcie tejże, rozmowy interwencyjnej – jak mówi, poinformowano ją, że podczas przyjęcia dopuściła się nadużyć seksualnych i przekroczenia granic osobistych wobec osób trzecich. Poinformowano ją, ponieważ artystka twierdzi, że niczego nie pamięta.
** Nadużycia seksualne to wszelkie czynności o charakterze seksualnym, przeprowadzane bez zgody ofiary. Mogą obejmować różne formy przemocy, w tym molestowanie i gwałt. Co artystka zrobiła swoim ofiarom, nie wiem. Z oświadczenia wynika jednak jasno, że zrobiła to bez ich zgody.
Sprawa bulwersuje dwukrotnie, ponieważ środowisko, które przyjęcie w Galerii L organizowało, za cel stawia sobie m.in. zwiększanie widzialności mniejszości seksualnych w przestrzeni społecznej, a artystka określa się osobą działającą na rzecz feminizmu intersekcjonalnego1 i queeru. Pominę wartości moralne, które nomen omen w oświadczeniu artystki się nie pojawiają i zapytam: jaką reprezentacją na rzecz mniejszości dyskryminowanej w społeczeństwie jest osoba oskarżona o bycie sprawcą przemocy seksualnej?
Czy alkohol cokolwiek usprawiedliwia?
Artystka pisze, że jest gotowa przepraszać, ale nie przyznaje się do winy. Przeciwnie; oddala winę od siebie. Jej wina jest domniemana – zawiera się w słowie innego. To rodzi wątpliwość w słuszność oskarżenia. Tym samym świadomie manipuluje obrazem siebie. I nie rzuca tych wątpliwości na próżno. Później zbierze ziarno, wykorzysta je do własnych Matka Cierpiąca-like stylizacji.
Jakby tego było mało, alkoholem odbiera sobie część poczytalności i próbuje się rehabilitować przez obietnicę życia w trzeźwości, żeby nie dopuścić do powtórzenia się krzywdzących zachowań z jej strony (sic!). W tym miejscu mam pytanie: ilu z Was, będąc na bani, napastowało seksualnie drugiego człowieka? No właśnie. Czy alkohol cokolwiek tu usprawiedliwia? Bo to można wywnioskować z obietnicy artystki: alkohol = przemoc-> koniec alkoholu = koniec przemocy. Obawiam się, że równanie nie jest tak proste i to nie alkohol o krzywdzeniu drugiego człowieka decyduje.
Skruchę artystka okazuje tylko wobec osób organizujących przyjęcie. Czyli: ziomeczków z pracy. W odniesieniu do ofiar deklaruje gotowość na rozmowę, a jednocześnie przyznaje, że sama nie szukała z nimi kontaktu, ponieważ A) nie docierały do niej głosy, by taki kontakt był potrzebny, B) nie chciała wymuszać na poszkodowanych powrotu do bolesnych doświadczeń. Pytanie: czy to faktycznie troska o dobrostan drugiego człowieka czy ładne zdanie na „wyjeb*ne”?
„Osoby przetrwańcze”
Że „osoby przetrwańcze” czegoś potrzebują „w ramach sprawiedliwości naprawczej” (takich słów artystka używa w oświadczeniu), dowiedziała się jakiś czas później, gdy usłyszała, że mówi się o tym w społeczności. Nie wyrzuty sumienia, wstyd, smutek, chęć odkupienia win. Plotki + strach o robotę. Ale pierw, oświadczenie na FB raz.
W oświadczeniu deklaruje, że podjęła próbę kontaktu z poszkodowanymi za pośrednictwem osoby postronnej i czeka na odpowiedź odnośnie oczekiwań w ramach zadośćuczynienia (sic! x2). Czy cokolwiek z czekania wynikło – nie mam pojęcia – nie zdziwiłoby mnie jednak, gdyby na deklaracji na FB się skończyło.
Retoryka – forma i skutek
Uczepiłam się retoryki, bo język, którym posługuje się artystka, robi z ludzi, których skrzywdziła, jakąś kuriozalnie brzmiącą zbiorowość. Wyrażenie „osoby przetrwańcze” przez szeroki kontekst, jaki implikuje, zasłania sedno sprawy i po raz kolejny poddaje w wątpliwość sam akt przemocy. Bo o kim powiemy „osoba przetrwańcza”? To nowe słowo na dawnego ocalałego, czyli kogoś, kto przetrwał jakieś nieszczęście, równie randomowe jak celowe (np. wypadek, katastrofę, wojnę, napad itd.).
W odniesieniu do ofiar przemocy seksualnej, myślę, szalenie istotne jest, by nazywać rzeczy po imieniu. Nierobienie tego robi tajemnicę, a ta dodatkowo zwiększa krzywdę, wstyd i strach, jakie ofiary ponoszą. Sama jestem ofiarą przemocy i proces leczenia, wychodzenia z bierności zaczął się u mnie od – uwaga – otwartego przyznania krzywdy, jakiej doświadczyłam. Ergo: od nazwania się ofiarą. Gdy to zrobisz, gdy przestaniesz się wstydzić, zobaczysz, że słowo samo w sobie nie stygmatyzuje – stygmatyzują ludzie swoją podłością. Artystka celowo zasłania się tu retoryką. Mówi o „osobach przetrwańczych”, poszkodowanych, pokrzywdzonych, rozwadnia własną winę w stylistyce i zaciemnia sedno sprawy.
Prawdopodobnie z tego samego względu słowo „przemoc” nie pojawia się u niej w oświadczeniu nawet raz. Ona nie przyznaje się do bycia sprawcą przemocy. Chowa się w alkoholu, niepamięci, a odpowiedzialność za przepraszanie przerzuca na ofiary. Bo „osoby przetrwańcze” same muszą się po „przepraszam” do niej zgłosić. Wtedy prywatnie im powie. Pytanie: dlaczego prywatnie? Skoro wrzuca oficjalne oświadczenie do sieci, podpisane imieniem i nazwiskiem; pisze, że mówi się o tym w społeczności… chyba powinna otwarcie bić się w piersi?
Auto-cancel
To uruchamia w mojej głowie nowe skojarzenia. Oświadczenie artystki zaczyna się od oskarżenia o nadużycia seksualne. Na to są paragrafy. Zdumiewające więc, że właśnie ta historia stała się później jej back story do snucia ulubionej pieśni o sobie – samotnej twórczyni, cancelowanej przez mainstream. Tak, dobrze rozumiecie. Ona lubi projektować się na ofiarę.
W tym momencie już tak bardzo jej nie ufam, że nie zdziwiłabym się, gdyby wymyśliła to wszystko, uznając, że przedstawianie się na ofiarę zbiorowego potępienia, przypasuje do jej stylówki a’la poète maudit. Bardzo możliwe, że nikt jej na widłach z Polski B nie wynosił, tylko podziękowano za współpracę i nara. O tym, jak bardzo czuje się pokrzywdzona może świadczyć fakt, że w grudniu ubiegłego roku skarżyła się publicznie na nieuwzględnienie w pewnej publikacji promującej queer w Galerii L. We wpisie okrzyknęła się Matką Queerową Cierpiącą i stwierdziła, że przez lata inspirowała ruch queer danego miasta oraz realnie zmieniała tamtejszą scenę. Powinna być w panteonie (twierdzi), a mimo to nie została nawet na marginesie danej publikacji wspomniana. Na koniec przyznaje, że wyemigrowała do Warszawy z powodów czysto ekonomicznych. Także tego.
Porażka
Moje wątpliwości odnośnie historii z cancelem dodatkowo podbija fakt, że w oświadczeniu z 2024 roku słowo „cancel” nie pada nawet raz. Co więcej, artystka podkreśla w tekście, że wydarzenia z Galerii L na jej późniejszą pracę i relacje ze współpracownikami wpływu nie miały. No więc jak? Cancel ze spóźnionym zapłonem?
Co ciekawe, cancelowanie bardzo wygodnie łączy się z nieustannym użalaniem się artystki na niezrozumienie i niedocenienie. Jak ona pragnie, żeby ktoś przyznał jej wartość! Żeby o niej napisał! Jejku. Pretty weird, ale jestem w stanie uwierzyć, że historia z cancelem to jej forma walki o widzialność. Nikt przecież nie będzie cancelować no-name’ów. Osoba cancelowana to ktoś o oddziaływaniu społecznym, potencjalnie niebezpieczna wg większej grupy ludzi. Paradoksalnie cancel potwierdza więc znaczenie cancelowanego. I teraz wyobraźcie sobie, kim jest człowiek, który woli krzyczeć: „scancelowano mnie”, niż przyznać się do własnego nieudacznictwa.
Jeśli podoba Ci się, co robię i chcesz okazać wsparcie, zawsze możesz postawić mi kawę. Wypiję ze smakiem. Dzięki!
- Czym jest feminizm intersekcjonalny możesz sprawdzić np. tu: K. Szopa, Krytyczne ujęcie feminizmu intersekcjonalnego z perspektywy feministycznej teorii społecznej reprodukcji, „Teksty Drugie” 2023 nr 3, s. 249-264 [link do textu] ↩︎