Spacerując przez rynek, nagrałam spontaniczne video (link), które później wrzuciłam na rolkę. Rolka to 40 sekund wycinku z marszu – w tle leci techno, a ja kręcę telefonem w kółko, śmieję się, podskakuję i pokazuję ludzi wokół. W trakcie pojawiają się dwa napisy: „kochaj i bądź kochanym” oraz „Pride. Kraków 2025”.

Do współpracy przy publikacji zaprosiłam Queerowy Maj (zob. FB i IG) w nadziei, że uda mi się dotrzeć do młodszego i gay-friendly odbiorcy. Jakie było więc moje zdziwienie, gdy na momencie zaczęłam dostawać dziesiątki nienawistnych komentarzy od ludzi, którzy nie wiem, jakim cudem trafili na tę rolkę. Gdy piszę te słowa, rolka ma ponad 600 komentarzy na FB i około 100 na IG, z czego wypowiedzi wspierających ideę jest może 5%. Reszta to hejt – tak okrutny, tak brutalny… Coś niemożliwego. Ok, brałam pod uwagę, że kilka negatywnych opinii się pojawi, bo może nie dla każdego queer jest tak samo naturalny jak dla mnie, ale, muszę przyznać, nie byłam gotowa na to, co mnie spotkało.
Jak bardzo ludzie nienawidzą?
Żeby nie być gołosłowną, wklejam screeny z komentarzami. Jest ich dużo; większość wypowiedzi obrzydliwa, ale zachęcam do lektury i zapoznania się z postawami ludzi uważających się za tzw. prawdziwych Polaków.






























Dla jasności: nie wklejam screenów, żeby nakręcać hejt back. Nie. Chcę Wam pokazać, jaką podłość może wywołać 40 sekund roześmianej mordki na Marszu Równości. Miejcie tego świadomość, ale – proszę – nie bójcie się. Oni tylko szczekają.
Kto hejtuje?
Z kontekstu powyższych wynika, że moją rolkę komentowali ludzie, którzy absolutnie nie zgadzają się z faktem istnienia opcji światopoglądowej różnej od jedynej słusznej – czyli ich. Każdy z nich, zgaduję, hejtował mnie w obronie wartości, które są mu bliskie, a które z jakiegoś powodu przedstawiły się w ich głowach jako zagrożone przez spacer queerów po mieście. Biorąc pod uwagę język, którym dani ludzie manifestowali swoje przywiązanie do idei, muszę powiedzieć: udało im się ją tylko skutecznie ośmieszyć.
Chcę w tym miejscu zwrócić uwagę na głęboko prywatny, intymny aspekt hejtowania. Hejt dotknął mnie osobiście. Nic tym ludziom nie zrobiłam, a jednak z jakiegoś powodu wyśmiewali mój udar, inteligencję, zdrowie psychiczne, wygląd, preferencje seksualne. Myślę o tym, myślę i dochodzę do wniosku, że hejt, mimo że celowany we mnie i w ideę, tak naprawdę nie dotyczył ani mnie ani idei. Zarzuty zgłaszane przez komentujących były tak absurdalne, tak głupie, nie mające nic wspólnego z queerową rzeczywistością, że nie mogły przylepić się, zajść mi za skórę. I mówiły najwięcej o samych hejtujących.
MY vs ONI
Co ich tak w mojej rolce oburzyło? Żeby chociaż dwóch facetów się tam całowało… Ale nie, tam nie było nic skandalicznego. Rolka pokazywała bezpretensjonalną, bezwstydną radość człowieka, który nie prosi o pozwolenie na bycie innym i, dochodzę do wniosku, to właśnie ta radość okazała się tu najbardziej szokująca. Queer pokazywany przeze mnie nie usprawiedliwia dlaczego żyje, tak jak żyje. Nie dba o opinie, nie chowa się przed ludźmi – jest sobą i się cieszy. Reakcje pod postem pokazały, że dla wielu to nie do zniesienia. Stąd dziesiątki komentarzy w stylu: „niech robią, co chcą za zamkniętymi drzwiami”, „po co wychodzą z tym na ulicę”, „ja nie demonstruję, że jestem hetero”, desperacko próbujących przywrócić znany status quo: MY-ONI; przestrzeń otwarta-przestrzeń zamknięta.
Manifestacja Równości zachwiała różnicą MY – ONI, a tym samym pozycjami hetero-większości. Bo ci, którzy myśleli, że mają władzę, mogą dyskryminować, są bezkarni w swoim dyskryminowaniu, a nawet wyświęceni do dyskryminowania nagle zorientowali się, że ich pozycje wcale nie są tak absolutnie dane, niepodważalnie umocowane. Queery szły przez miasto dumnie, radośnie… zupełnie jak normalni ludzie. A skoro, na usta hejterów wskoczyły znane hasła; dłonie chwyciły za szabelki, stópki pognały napie*dalać popaprańców. Pogłębiać różnice, pogłębiać – żeby nikomu się nie pomyliło, że… kurde, te oszołomy to też ludzie.
W komentarzach pod moją rolką powtarzają się opisy jakiś absurdalnych bezeceństw – opisy niemające uzasadnienia w rzeczywistości, świadczące jedynie o potrzebach autorów – celowo odczłowieczające ludzi, których atakują. Nie twierdzę, że hejterzy robią to świadomie – sądząc po sposobie pisania, raczej nie mają pojęcia, jakie mechanizmy nimi rządzą. Robią to jednak instynktownie i nieubłagalnie. Bo człowieka takiego jak oni nie mogliby nienawidzić. Nie pisaliby o Adolfie Hitlerze, czystkach w lesie i utylizacji w odniesieniu do ludzi, z którymi mogliby się utożsamiać. Przecież oni są dobrzy, prawi. Bronią „słuszniejszej” racji. Żeby móc nienawidzić, muszą bliźniego swego maksymalnie spodlić, zezwierzęcić: od-człowieczyć. I dopiero wtedy za nienawidzenie będą klepać się po pleckach.
Jak wybrnąć, ale nie milczeć?
Mając świadomość, jak polaryzacja źle działa na rozmowę, a jednocześnie jak rozmowa jest niemożliwa w niektórych przypadkach, staję przed ciężkim wyborem – jak wybrnąć z sytuacji, w której się znalazłam, zachowując twarz i nie milcząc? Nie będę przecież udawać, że deszcz pada, gdy ktoś pluje mi w twarz. Merytoryczna dyskusja z hejterami nie ma jednak sensu, bo ich hejt nie ma sensu – jest domeną nieuspokojonych emocji i ewidentnych braków.
Z tego względu ułożyłam sobie kilka przykazań, by nie dawać się infekować zatrutym umysłom. Nie mówię: naśladujcie mnie, ale mimo wszystko dzielę się; może komuś się przyda.
- Nie trać energii na potyczki z hejterami.
- Nie pozwalaj się uciszać.
- Rób, co będzie dla ciebie dobre.
- Pokazuj się tam, gdzie Twoja obecność ma znaczenie.
- Nie gryź się w język.
- Otwieraj się na ludzi – ludzie są fajni, serio.
- Okazuj solidarność.
- Dbaj o siebie.
Na koniec
Osoby queerowe w Polsce były, są i będą – nic tego nie zmieni. Chcą móc robić to samo, co każdy. Nie chcą extra praw – chcą równych szans. Chcą, by ich wybory były taką samą normalnością, jak wybory heteryckiej większości. Ludzie żyjący w większości nie myślą o tym, że byle wyjście na spacer czy zabranie głosu w towarzystwie można traktować jak manifestację danego wyboru. W ich głowach to nie są wybory – to normalność. A przecież to też są wybory.
Ktoś napisał mi w komentarzu: „ostatnie pokolenie” i te słowa uważam za prorocze. Wierzę, że z ostatnim pokoleniem hejtujących dziś się zmagamy, bo pokolenie, które nadchodzi, będzie inne. Nadzieję na to dał mi sam udział w Marszu Równości, gdzie zdecydowana większość uczestników to byli naprawdę młodzi ludzie. Jeśli nie wierzycie, popatrzcie w sieć, zobaczcie zdjęcia. Zmiana nadchodzi, czy tego chcecie czy nie.
Jeśli podoba Ci się, co robię i chcesz okazać wsparcie, zawsze możesz postawić mi kawę. Wypiję ze smakiem. Dzięki!