Joanna od aborcji

Autor: Santiago Vergara
Przegapiłam cyrk, jaki wydarzał się wokół niej w 2023 roku, ale dziś mówię i zachęcam do tego każdego, kto stał z boku, zajęty sobą i swoimi sprawami. Nawet jeśli sądzicie, że po co/ nie ma sensu – sens jest. Joanna ciągle walczy o sprawiedliwość, ma kilka spraw w toku, niedawno wygrała z policją. Pokażmy, że nie jest sama.

Włos jeży się na głowie od czytania niektórych wypowiedzi na temat Pani Joanny1. Piszę kursywą, bo Pani Joanna to twór dyskursu, który w moich oczach niekoniecznie łączy się z dziewczyną, którą znam ze studiów. Gdy Pani Joanna działa jako figurka z mediów, łatwo ją nienawidzić. Gnoić człowieka w twarz o wiele trudniej. Pani Joanna – karykatura Joanny – do hejtu się nadaje: przyjmie to, czego ludzie nie chcą widzieć, sama co nieco podrzuci. Jednocześnie jest wystarczająco daleko, by hejtowanie jej było bezpieczne. I opłacalne – ile dyskursu wygenerowała, odkąd jej sprawa pojawiła się w mediach? Żeby jeszcze cokolwiek na tym zarobiła.

Kto stworzył Panią Joannę?

Gdy wspomnicie słynną konferencję policji w sprawie Pani Joanny – tę, która zapoczątkowała kampanię dyskredytacji pod płaszczykiem „troski” – w oczy rzuci się Wam sposób, w jaki została przekazana informacja o leczeniu Joanny. Żeby było jasne: nikt jej o zgodę na udostępnianie tak wrażliwych danych nie prosił. Nikt nie zapytał: „Pani Joanno czy będzie ok, jeśli ze stanu Pani zdrowia psychicznego uczynimy temat debaty publicznej?”. Być może uznali, że skoro w szpitalu zmusili ją do rewizji osobistej, to i z łamaniem podstawowego prawa człowieka na ogólnopolskiej konferencji jakoś pójdzie.

Jeśli myślicie, że dla niej to była „reklama” lub „chwała” – powód do dumy, że znalazła się na ustach narodu – żebyście widzieli jej minę, gdy zaproponowałam jej nagrywanie rolki na socjale. Przed rozmową ze mną poszła na Halę Targową popatrzeć po bazarku. Planowała spędzić tam dwie godziny, ale ewakuowała się po 15 minutach. Za dużo ludzi. Umawiałam się z nią na rozmowę przez miesiąc lub dłużej – proponowałam wspólne wyjście na miasto, na koncert – za każdym razem odmawiała. Nie rozumiałam, czemu, ale teraz wiem. Terapia dwa razy w tygodniu: PTSD, fobia społeczna, napady paniki. Tusk jej sponsoruje? Dobre żarty.

Pani Doktor

Szczerze? Nie sądzę, by Pani Doktor, która zapoczątkowała Joanny horror telefonem na służby ratunkowe, celowo chciała dziewczynie zaszkodzić. Myślę, że miała dobre intencje, aczkolwiek sposób, w jaki je okazała, wysuwając wnioski o powodach chwilowego załamania pacjentki, zaszufladkował Joannę na długo.

Cytuję rozmowę Pani Doktor z operatorem:

Ona dokonała (tajemnica lekarska) w domu z tego co mówi i po prostu nie może tego znieść.

Teraz? – pyta Operator.

Tak – odpowiada Pani Doktor – Znaczy już jest po (tajemnica lekarska), powiedziała mi tyle, że dokonała (tajemnica lekarska) w domu, nie może tego wytrzymać, zaraz zażyje leki i się zabije.

Ona ma zaburzenia (tajemnica lekarska), więc jest to wszystko możliwe, że ona…

Z wypowiedzi Pani Doktor można wywnioskować, że w momencie wykonywania telefonu Joanna była świeżo po aborcji, miała wyrzuty sumienia i chciała się zabić. Tymczasem w rzeczywistości Joanna była przeszło tydzień po i, jak sama przyznaje, przerywanie ciąży zniosła całkiem ok. Rozczaruję niektórych, ale po zażyciu leku nie tańczyła nago w lesie ani nie składała ofiar szatanowi. Siedziała w domu pod kocem, była spokojna i czekała na ból. Jak wspomina, ten pojawił się raz, bardzo silny, a po nim wszystko z niej wyleciało. Gdy wygrzebała z toalety zakrwawiony zarodek, jak dziesiątki innych dziewczyn w takiej sytuacji zrobiła zdjęcie, by spytać: czy to już? i… poczuła ulgę.

Żelek

Ludzie zlinczowali ją za publiczne nazwanie „nienarodzonego dziecka” żelkiem, ale polecam popatrzeć zdjęcia, jak kilkutygodniowe zarodki wyglądają. Zarodek zaczyna przekształcać się w płód około 9 tygodnia ciąży. W tym czasie zaczyna nabierać cech ludzkich i m.in. tracić ogon (jeśli jesteś odważny, wejdź na wiki i sprawdź). Joanna nie czekała do 9 tygodnia. Kilkutygodniowy zarodek, który wypłynął z niej po wzięciu leków, nie wyglądał jak zmasakrowane dziecko na plakatach pro-life. „Żelek” prawdopodobnie nie był fortunnym wypowiedzeniem w kontekście Sejmu, ale weźmy pod uwagę, że dziewczyna mówiła o własnym, turbo intymnym doświadczeniu. Nie składała wniosku o nazywanie wszystkich zarodków świata żelkami. A skoro mówiła o sobie, swoim ciele i swoim doświadczeniu, to mogła posłużyć się takim językiem, jakim chciała.

FYI: dziewczyny, które przerywają ciąże, mówią o „chmurkach”, „galaretkach”, czy „wątróbkach” w kontekście swoich zarodków. Nie w oficjalnej rozmowie, ale między sobą i między ludźmi, którym ufają. Joanna zaryzykowała wiele w trakcie obrad Parlamentarnego Zespołu Praw Kobiet i, niestety, przeliczyła się. Polska na taki język nie była gotowa, niemniej wierzę, że jej odwaga przyczyni się do realnej zmiany. Swoją drogą, czy istnieje dobry język do mówienia o takich sprawach? Bo jak ma istnieć, skoro praktyka przerywania ciąży to w Polsce tabu, tajemnica – okrutna, wstydliwa – a nawet przestępstwo. Gdy nie mamy języka, cokolwiek powiemy, zabrzmi jak bełkot wariatki.

Manipulacja?

W trakcie konferencji policji słowo: „aborcja” cenzurowano na gorąco, choć chyba każdy, kto ma dostęp do sieci, wiedział, jaki zabieg zrobiła sobie Joanna. To pokazuje, z jak ciężką raną wiąże się myśl o przerywaniu ciąży. Ciekawe, że w przypadku zaburzeń psychicznych przyjęto inną strategię i ochrona wrażliwych danych pojawiła się już tylko częściowo. Chciałabym myśleć, że żyjemy w świecie, w którym ludzie z zaburzeniami nie są wykluczani, ale… chyba nie. Ktokolwiek zdecydował o wyemitowaniu danego materiału w takiej formie, musiał zdawać sobie sprawę z konsekwencji. Może nawet je projektował? Jeśli tak… auć.

Zmiana optyki

I tak, odkąd Komendant Policji w subtelności swojej udostępnił nagranie tamtej rozmowy, fani TVPiS zaczęli dopowiadać sobie, na jakie zaburzenia cierpi Pani Joanna. Cenzura najlepiej przecież robi na wyobraźnię. Kobieta urosła do roli psychopatki, histeryczki, patologicznej kłamczuchy, kochanicy szatana/ Tuska – w skrócie: poje*anej.

Znamienne, że wypowiedź Pani Doktor kończy się słynnym: „no i chłopak ją zostawił”. To zdanie, rzucone niby mimochodem, okazało się równie brzemienne w skutkach, co cenzurowanie rodzaju Joanny zaburzeń. Nagle wszystko zaczęło pasować. Joanna żałowała aborcji – bo chłopak ją zostawił. Joanna chciała się zabić – bo chłopak ją zostawił. Joanna jest niewiarygodna – gdyby była, to chłopak by jej nie zostawił. Nie mogli ocenzurować tej informacji. Ona wszystko tłumaczyła, rozsadzała feministyczne ideały, którymi szafować mogą tylko brzydkie dziewczyny bez chłopaków.

A tymczasem…

Ta straszna, drobna brunetka, z powodu której Komendant Policji konferencję zwoływał, i z powodu której zapłaci teraz 75.000 zł kary2 leczy się od dawna, tak, z powodu zaburzeń odżywiania. Ta-dam. Teraz rozumiecie? Żeby nie było, że deprecjonuję: zaburzenia odżywiania to poważna sprawa, leczona psychiatrycznie, niemniej jednak oswojona w kulturze na tyle, by nie budzić takiego lęku jak np. zaburzenia narcystyczne czy socjopatyczne. Stąd, jeśli przyjąć teorię o celowej manipulacji, policja musiała – zwyczajnie musiała – ocenzurować drugą część wyrażenia. Musieli postraszyć ludzi Joanną, bo inaczej ich tłumaczenie tego, co z nią zrobili, nie przeszłoby.

Kolejna rzecz: ani chłopak Joanny nie zostawił (pokłócili się tamtego dnia, ale c’mon), ani ona zabijać się nie planowała. Zadzwoniła do lekarki, by poprosić o przepisanie leków antydepresyjnych (brała wcześniej – objawy depresyjne często współwystępują z zaburzeniami odżywiania – ale na czas ciąży odstawiła). Powiedziała coś w tylu: „dzwonię do Pani, bo nie będę się zabijać”, z czego Pani Doktor, zdaje się, usłyszała tylko trzy ostatnie słowa. Wykonała telefon na 112, a co dalej, wiadomo. To wszystko pięknie pasowało do narracji o niestabilnej histeryczce, dzieciobójczyni – zagrożeniu dla siebie i innych. Joanna, że ma myśli samobójcze, dowiedziała się jakieś trzy tygodnie po tym, jak sprawa wybuchła. Zadzwoniła do niej prawniczka i zapytała wprost. Wyobraźcie sobie jej zaskoczenie. Dziś Joanna korzysta z pomocy prywatnego lekarza i, niestety, ale różnica w podejściu do pacjenta – ogromna.

Queer performerka

To nie jest tak, że zdradzam jakiś wielki sekret i zmuszam Was do współczucia. Nie. Chcę dać Wam kontekst. Joanna swoich problemów nigdy nie ukrywała. Więcej: czerpała z nich w swojej pracy artystycznej. O praktyce w dragu i występach jako Johnny d’Arc powiedziała kiedyś w Podcaście o Teatrze (link do IG):

(…) w tamtym okresie miałam trudności z akceptacją własnej kobiecości i przez lata zmagałam się z zaburzeniami odżywiania. Dopiero gdy spojrzałam na siebie w lustrze w roli Johnny’ego, zrozumiałam, że problem nie leży we mnie, ale w społecznym postrzeganiu kobiecości. To było dla mnie bardzo wyzwalające odkrycie.

To, że Joanna występowała na scenie nie znaczy, że jest ok unieważniać jej prywatne doświadczenie argumentem „udaje”. No ku*wa. Czy aktorzy/ performerzy tkwią wrośnięci w scenę i nie oddzielają życia prywatnego od roli? Nie doświadczają tych samych ups and downs, których doświadcza każdy człowiek? A gdy zdarza im się doświadczać, czy ich przeżycia są z założenia mniej warte/ mniej ważne, bo przez pracę na scenie mniej autentyczne?

I teraz, uwaga. Ona nie przestanie. Będzie joannować, choćby ludziom kruszyły się zęby od zgrzytania. Znam ten typ bardzo dobrze. Ludzie wykluczani od dzieciństwa – na marginesie z takiego czy innego powodu – często wykształcają w sobie ten specyficzny rodzaj nieustępliwości, przez siebie nawzajem podskórnie wyczuwany. Dlatego nie pozwalają zamykać się w żadnej klatce. Dlatego robią rzeczy, których Ty byś nie zrobił. I bardzo często mają cohones większe, niż myślisz.

Joanna od aborcji

W tym miejscu dotykamy kolejnego ważnego problemu. Joanna udziela się dziś w Kolektywie Pomagaczek (link do IG), starając się przekłuć własne bolesne doświadczenia w coś dobrego. Opowiedziała mi, jakie wiadomości dostaje od dziewczyn, które, podobnie jak ona kiedyś, znajdują się w nieplanowanej ciąży i chcą ją przerwać. Praktycznie wszystkie zbudowane są według jednego schematu: usprawiedliwiania się. Mimo że Pomagaczki pomagają bez powodów. Dziewczyny o tym wiedzą, a i tak tłumaczą się na dzień dobry. Nie dlatego, że mają wyrzuty sumienia – dlatego, że zostały nauczone tłumaczenia się, proszenia i przepraszania. I choćby wiedziały, że to co robią, jest ok, internalizowana wina – czyli wina narzucana z zewnątrz, przyjmowana jako swoja w procesie socjalizacji – będzie działać jeszcze długo.

Wkurzam się na siebie w tym kontekście, bo palce mnie świerzbią, żeby napisać Wam, czemu Joanna przerwała ciążę. Ale nie, nie zrobię tego. I nie chodzi tu tylko o ochronę Joanny prywatności. Każda kobieta powinna mieć prawo do swobodnego decydowania o własnym życiu, zdrowiu i przyszłości, bez konieczności tłumaczenia się i proszenia. Państwo/ prawo/ społeczeństwo nie powinno zmuszać nikogo do donoszenia ciąży. To, co zrobiła Joanna, było w pełni legalne, mimo to kara ciągnie się za nią od dwóch lat. Kara nie za przerwanie ciąży. Kara za to, że powiedziała o tym publicznie, patrząc ludziom w oczy.

Na zakończenie

Na zakończenie wklejam fragment przemowy, którą Joanna wygłosiła w tym roku na Krakowskiej Manifie:

(…) mówię o mojej aborcji głośno i nie jest to żaden akt odwagi. To po prostu jedno z wielu doświadczeń w moim życiu. Nie wstydzę się go i nie żałuję. Aborcja była i jest częścią mojego doświadczenia i… była okej. To, co nie było ok to to, co zrobił z nią system. Bardzo bym chciała, żeby inne kobiety także mogły otwarcie mówić o swoich aborcjach. Bez strachu przed oceną czy stygmatyzacją. Bez krycia się przed własną rodziną i partnerami. Bez strachu przed systemową przemocą państwa. Wymieniajmy się doświadczeniami. Normalizujmy to, co przecież nie tylko normalne, ale i całkiem powszechne. Pomagajmy sobie, bo państwo nam nie pomaga.

  1. Wrzucam link do Joanny oficjalnego profilu na IG – polecam obadać! https://www.instagram.com/joanna.act/ ↩︎
  2. Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych stwierdził naruszenie przez Komendanta Głównego Policji przepisów: art. 6 i art. 9 ust. 1 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych
    w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych poprzez udostępnienie bez podstawy prawnej podczas konferencji prasowej w dniu 20 lipca 2023 r. danych osobowych Pani Joanny oraz informacji o rozpadzie jej związku, miejscowości zamieszkania, rodzaju zabudowy mieszkalnej i tytule prawnym do lokalu, który zamieszkiwała, fakcie leczenia psychiatrycznego, miejscu przeprowadzenia przez nią aborcji i informacji o jej stanie emocjonalnym oraz nałożył na Komendanta Głównego Policji karę pieniężną w wysokości 75.000 zł za powyższe naruszenie. ↩︎

Jeśli podoba Ci się, co robię i chcesz okazać wsparcie, zawsze możesz postawić mi kawę. Wypiję ze smakiem. Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *