Gdy afazja atakuje, nie pamiętam, co jeszcze sekundę wcześniej chciałam powiedzieć. To takie dziwne uczucie, jakby w głowie ni stąd, ni zowąd rozchodził się dym tak gęsty, że nie jestem w stanie uchwycić choćby powidoku tego jednego, jedynego słowa. Coś mi w myślach kołacze, tłucze się o siebie, ale dobrze wiem, że nie to, czego potrzebuję. To strasznie irytujące – ta niemoc, niemota i wielki gorący brak, który pali jak cholera.
Gdy mówię i na sekundę zapomnę trzymać się w ryzach, pozwolę myślom zboczyć z toru, np. wpuszczę do głowy dygresję, automatycznie gubię pierwotną intencję i sens zdania. Zamykam się wtedy we własnej głowie i tkwię w niej jak w pułapce. Mój mózg po udarze ewidentnie ma problem nadawać na więcej niż jednym torze równocześnie.
Afazja amnestyczna. Co to?
Afazja to zaburzenie, które powoduje częściową lub całkowitą utratę umiejętności rozumienia i generowania mowy. Jest kilka rodzajów afazji w zależności od etiologii uszkodzenia układu nerwowego – nie będę w to wchodzić (temat jest dobrze opisany) – skupię się na afazji, która przydarzyła się mnie.
Pisałam w KARCIE INFORMACYJNEJ, ale przypomnę1:
W afazji amnestycznej — nominalnej lub anomii — mowa spontaniczna jest zachowana, pojawiają się trudności w nazywaniu przedmiotów i/lub czynności; pacjenci, będąc świadomi nazwy, nie potrafią jej poprawnie wypowiedzieć, a przy próbie nazywania przedmiotów posługują się peryfrazami, najczęściej opisem funkcjonalnym. Rozumienie mowy, powtarzanie i czytanie nie są zaburzone, podobnie pisanie — poza trudnościami w znajdowaniu wyrazów.”
Afazja jest zaburzeniem, które pojawia się po uszkodzeniu mózgu. Nie jest chorobą, którą możesz złapać od sąsiada i wyleczyć w dwa tygodnie. Ustępuje samoistnie, częściowo w wyniku terapii lub w ogóle. W przypadku gdy udar nie jest rozległy, a pomoc udzielona od razu, można spodziewać się większego powodzenia terapii. Nie ma na to jednak reguły.
Koniec języka
Z afazją amnestyczną łączy się specyficzne zjawisko zwane „końcem języka”. Cytuję2:
James (2002) opisuje to zjawisko jako szczególnego rodzaju lukę w pamięci. Nie jest ona pusta, są w niej pewne szczegóły, które sprawiają, że poszukiwania idą w określonym kierunku, chwilami zdaje się, iż jesteśmy bardzo blisko, prawie słyszymy to słowo, potrafimy też odrzucić błędne pomysły, bo nie pasują do kształtu luki. Zjawisko „końca języka” jest irytujące, a znalezienie słowa przynosi wyraźną ulgę. Według określenia Browna i McNeilla (1996) to tak, jakby być bliskim kichnięcia.
Z mojej perspektywy: słowo, którego potrzebuję, wzbiera w klatce piersiowej, napiera na język, ale, nie wiedzieć czemu, nie wydostaje się na zewnątrz.
Zgaduję, że każdy doświadczył podobnego uczucia językowej frustracji nieraz. Gdy to doświadczenie okazuje się jednak Twoją codziennością, przypadkiem kilkanaście razy w ciągu doby, to już inna historia.
Szpetne siostry
Istotnym aspektem „końca języka” jest to, że, choć nie mam pojęcia, o jakie słowo mi chodzi, instynktownie wyczuwam, gdy w głowie włączają mi się błędne i natrętne podpowiedzi. To tzw. „szpetne siostry”3, które:
(…) blokują dostęp do słowa właściwego i spychają poszukiwania na niewłaściwą ścieżkę. (…) Wyjście ze stanu „końca języka” jest najczęściej nagłe, pojawia się po przerwie. Trzeba porzucić „szpetne siostry”, nie trzymać się ich kurczowo, ale warto wiedzieć, że zwykle zawierają one jakąś użyteczną wskazówkę, którą można wykorzystać.
Gdy szpetna siostra w głowie krzyczy ci: „to! to!” i „to!”, a ty całym sobą czujesz, że to złe, niewłaściwe, ale nie masz żadnej kontrpropozycji… no, to nie jest przyjemne uczucie. W takich sytuacjach konieczne jest zachowywać spokój. Irytacja działa jak tuba na ten głosik, wzmacnia go i utrudnia proces wychodzenia z „końca języka”.
Przykład: powiedzmy, że zapominam o słowie: „papier”. Szukam go w głowie, a szpetna siostra w tym czasie popiskuje mi cichym, acz upartym głosikiem: „las”, „las”. Oczami wyobraźni widzę korony sosen powiewające za domem moich rodziców, ale wiem, że to nie to i muszę wyzwolić się, i szukać dalej. Gdy się udaje, gdy zapala się lampka w głowie, wiem od razu. Uczucie, które spływa wtedy na mnie, jest jakby dzidziu tulił się do mojej nogi: cudowne.
Jak z tym żyć?
Przed udarem robiłam doktorat na literaturoznawstwie, prowadziłam zajęcia ze studentami. Słowa to był mój konik i raczej nie zdarzały mi się sytuacje, żebym w trakcie mówienia milkła zaczerwieniona i szukała słowa w gębie. No. A potem przyszła afazja i rozwaliła mi życie.
Przyznać przed sobą i przed innymi, że mam ograniczone możliwości, długo było dla mnie ciężkim upokorzeniem. Wolałam odpychać od siebie ludzi, byle nie konfrontować się z tym, jak bardzo jestem uszkodzona. Świeżo po udarze, gdy afazja atakowała najczęściej, zacinałam się w trakcie zdania lub dukałam pod nosem, czując się jak debil. Często wybuchałam płaczem z wściekłości. W obawie przed kompromitacją mówiłam coraz mniej i zapadałam się w sobie.
Nauka słownika itd. była istotnym elementem przełamywania muru wokół siebie, ale chyba największym wyzwaniem była konieczność wystawiania się na ryzyko śmieszności. Bo śmieszności bałam najbardziej. I z nią musiałam się pogodzić.
Afazja jest częścią mnie
Bardzo długo afazja była dla mnie bezprawiem, głęboką niesprawiedliwością, która położyła moje życie, ale w końcu dojrzałam do myśli, że rozsądnym byłoby pogodzić się ze stanem rzeczy, przestać pytać: „dlaczego ja?”, przestać chować się przed ludźmi, uznać afazję za część siebie i iść dalej, razem. Bo afazję można oswoić. Można się nawet czegoś dzięki niej o sobie nauczyć.
- W. Ambrosius, J.P. Mejnartowicz, W. Kozubski, Strukturalne podstawy afazji w świetle czynnościowych metod neuroobrazowania, “Udar Mózgu” 2003, t. 5, nr 2, s. 28. ↩︎
- M. Jagodzińska, Psychologia pamięci. Badania, teorie, zastosowania, Gliwice 2008, s. 305-306. ↩︎
- Tamże, s. 307. ↩︎
Jeśli podoba Ci się, co robię i chcesz okazać wsparcie, zawsze możesz postawić mi kawę. Wypiję ze smakiem. Dzięki!