Zapraszam do kontaktu
Historia zaczęła się, gdy 8 lutego wrzuciłam na media społecznościowe rolkę, w której ogłaszam, że zapraszam do kontaktu osoby chętne podzielić się ze mną i moimi czytelnikami prywatnymi historiami nt. chorób/ zaburzeń/ dysfunkcji. Myślałam, że przekaz jest jasny, wszystko zrozumiałe i będą się do mnie odzywać osoby faktycznie zainteresowane współpracą. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy w przeciągu kolejnej godziny zaczęłam dostawać kuriozalne wiadomości od mężczyzn.
Krzysztof zagadał jako pierwszy, bardzo oszczędnie, a ja – wtedy jeszcze nieświadoma, o co może chodzić – odpisałam.

Po braku odpowiedzi na: „w jakiej sprawie Pan do mnie pisze?”, zaczęłam podejrzewać, że coś tu nie gra. Równocześnie zaczęłam dostawać dziwaczne wiadomości od niejakiego Luisa Antoniego i razem z nimi zauważać, że coś naprawdę nie styka. Chciałam gadać z ludźmi, którzy mają mi coś do powiedzenia i nie jest to casting na żonę. Poprosiłam gościa, by przestał do mnie wypisywać, a on, niewzruszony, dalej rzucał mi pytania typu: gdzie mieszkam, z kim mieszkam, czy kocham męża, po czym stwierdził, że jestem słodka i przysłał prywatne zdjęcie. Oszczędzę Wam tego widoku.
Od tej pory do każdej nowej wiadomości podchodzę sceptycznie. Przykład Pana Damiana:

Prosto z mostu. A o co mu chodziło – mogę się domyślać.
Niektórzy mężczyźni piszą do mnie, nawet nie udając, że wiedzą, kim jestem i jak mam na imię. Pomijam obcokrajowców, bo ci to wiadomo. O, na przykład:


Wklejam tego ostatniego screena nie przez przypadek – na profilowym mężczyzny, który do mnie pisał, widać piękne zdjęcie dzieciątka – obstawiam, że jego, ale kto wie. Przypadki, że dostaję co najmniej dwuznaczne wiadomości od facetów, którzy na profilach, często na profilowych mają zdjęcia z dziećmi lub żonami zdarzają się zaskakująco często.
Najczęściej piszą do mnie panowie w wieku 30-40 lat, ale zdarzają się też dużo – i to naprawdę dużo – starsi. Jak pan Franciszek:

Jestem osobą wykształconą i, myślę, dość elokwentną – pomyślałbyś, że niektórzy panowie powinni się powstrzymać, może nawet zawstydzić. Dobre jaja. To tak nie działa. Najbardziej ordynarne wiadomości dostaję od ludzi, którzy nie sprawiają wrażenia, jakby skończyli więcej niż podstawówkę.


Ah, „chłopa ci brakuje”. Klasyk. Chłop zaraz pałą ze łba wybiłby wszelkie feministyczne, lewackie, inteligenckie dyrdymały.
Anyway, niektórzy panowie próbują na litość:

Inni nie przebierają w słowach i uparcie drążą, czekając aż odpiszę:

A gdy cierpliwości przestaje im stykać, przechodzą do konkretów:

Niektórzy panowie są bardzo ekspresyjni w wyznaniach:


Inni nie rozumieją, czemu im odmawiam:

Z weselszych rzeczy – od czasu do czasu zdarzają się kuriozalne przypadki:

WTF? (To była jedyna wiadomość, jaką od tego Pana otrzymałam – ja żadnej mu nie wysłałam)


Kolejny pan był całkiem uprzejmy, ale, tak się składa, zainteresowana miłością online nie jestem:

Ani karierą sugar baby:

Podsumowując (bo zasypywać screenami mogłabym jeszcze długo): rolka wzbudziła dość duże zainteresowanie; w przeciągu tygodnia dostałam sto ileś wiadomości prywatnych tego typu i… ani jednej współpracy. A o współpracę mi przecież chodziło!
Gdy narracja się zmienia
Zszokowana tym, jak sytuacja się rozwija, po tygodniu nagrałam kolejną rolkę, w której opowiedziałam o zaistniałej sytuacji i podkreśliłam, że nie interesują mnie żadne romanse, układy sponsorowane i proszę do mnie nie pisać w takim celu. Wsparcie otrzymałam duże – BARDZO ZA NIE DZIĘKUJĘ! – podobnie jak zarzuty.
Przykładowo, zaczęłam dostawać komentarze, że czego się burzę, skoro wrzucam rolki i zdjęcia do sieci. Przecież sama się proszę. Rozwiązanie proponowane przez autorów tychże było jedno: nie rób, nie mów, nie nagrywaj – nikt nie będzie cię napastować. Wychodzisz przed szereg – licz się z konsekwencjami.






Nie chce mi się nawet komentować tych wyrzutów męskich bolączek wszelakich, których targetem niezamierzenie się stałam. Początkowo, przyznaję, działały na mnie mocno negatywnie – nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim wys*ywem frustracji. Miesiąc później – nie robi to na mnie wrażenia. Wiem, co chcę robić i to robię. Żałosne komentarze mnie nie powstrzymają.
***
Screeny z nazwiskami pochodzą z komentarzy na moim publicznym profilu na FB. Każdy może na stronę wejść i je przeczytać. Screeny z wiadomości prywatnych cenzurowałam.
Jeśli podoba Ci się, co robię i chcesz okazać wsparcie, zawsze możesz postawić mi kawę. Wypiję ze smakiem. Dzięki.