ROZMOWY | Ola i WZJG

Pierwszy film z cyklu PISANIE PO UDARZE. ROZMOWY hula po YouTubie. Ale jestem dumna! Droga do tego momentu była jednak kręta – w tym wpisie mówię, jak bardzo.

Zanim przejdę do rozmowy, krótkie back story. Znamy się z Olą od dawna. Kiedyś, dawno temu w latach studenckich mieszkałyśmy razem na Batorego. Jeśli ktoś nie zna Krakowa – bardzo Stare Miasto, 15 minut spacerkiem na rynek. Mieszkanie było jak to stare mieszkania studenckie w Krakowie: duży metraż, krzywe ściany, nieszczelne okna, trzeszczący parkiet, ogrzewanie elektryczne, szczątkowe wyposażenie (materace zamiast łóżek itd.). To było pierwsze, tak bardzo studenckie mieszkanie, w którym żyłam i z tego względu mam zadziwiający sentyment do tamtych czasów, biorąc pod uwagę, że nic z nich nie pamiętam. Znajomości z pozostałymi lokatorami na Batorego dawno umarły, ale z Olą na szczęście udało się utrzymać kontakt.

Wasze Historie

Pomysł na Wasze Historie narodził się w trakcie pewnej wspólnej rozmowy, gdy tak nieśmiało, mimochodem wspomniałam, że może… może mogłabym pisać też o innych i ich zmaganiach. „Co sądzisz?” – spytałam. Chwila prawdy: od początku wiedziałam, że chcę o Oli pisać, ale uznałam, że lepiej nie narzucać się. WZJG, jako że atakuje jelito grube i powoduje m.in. przewlekłą biegunkę, sprawia, że ludzie chorzy często spotykają się z wykluczeniem i niezrozumieniem, lekceważącym lub wręcz poniżającym stosunkiem. Nie wiedziałam, czy dziewczyna odważy się odsłonić publicznie i podzielić swoją historią, ale wiedziałam, że jeśli tak, muszę zrobić wszystko, żeby nie żałowała. Na szczęście intuicja mnie nie pomyliła. Ola pomysł podchwyciła od razu i sama z siebie rzuciła: „napisz o mnie!”.

Był to eksperyment i początkowo sama nie wiedziałam, co nam wyjdzie. Poprosiłam ją o przelanie na papier wszystkiego, czym jest gotowa się podzielić. Materiału okazało się dużo, za dużo jak na jeden wpis, więc postanowiłam zrobić dwie części (sprawdź: TU i TU). W pierwszej opisuję początek Oli choroby – objawy, moment diagnozy i pierwsze poważne powikłanie. W drugiej zaczynam od procesu leczenia: terapii sterydami i leczenia biologicznego, następnie poruszam temat Oli najdłuższego (8-miesięcznego) zaostrzenia i związanych z nim kwestii tj.: samotność, strach, depresja.

Przedstawienie tej historii okazało się dla mnie i, myślę, też dla Oli pozytywnym doświadczeniem. Dla mnie – zauważyłam, że pisaniem mogę pomagać, bo ludzie chcą mówić o swoich problemach. Chcą być wysłuchiwani, a na blogu zapewniam im platformę, której normalnie nie mieliby. Dla Oli – przerobienie własnej choroby w tekście i skonfrontowanie się z oceną innych wpłynęło na sposób, w jaki postrzega siebie. Jestem z nas dumna, no co tu dużo mówić.

Pisanie po udarze. ROZMOWY

Moja duma urosła jeszcze bardziej w przeciągu minionego tygodnia, ponieważ 10 czerwca wrzuciłam pierwszy odcinek z cyklu „Pisanie po udarze. ROZMOWY”. Ola opowiada w nim szczerze, od serca o swoim trudnym doświadczeniu z WZJG. Mówi m.in. o leczeniu (steroidoterapii, leczeniu biologicznym, resekcji jelita grubego), zdrowiu psychicznym, wpływie stresu na chorowanie, najgorszym zaostrzeniu, diecie i niepełnosprawności, której nie widać. Rozmowa została zaplanowana jako rozwinięcie i kontynuacja tego, o czym pisałam wcześniej na blogu.

Dwie próby

Opowiem, jak wyglądał proces tworzenia. Za pierwszym razem spotkałyśmy się w Jadownikach, na Kwitnącym Polu. Efekt był uroczy. Ot, dwie koleżanki siadły sobie między lawendą i gadały o chorobie. Nagrywki robiłyśmy telefonem, więc jakość, jak łatwo zgadnąć, była raczej niska. Pięknie zapisał się kogut sąsiadów – jego pianie dodawało dumy naszym staraniom, ale też skutecznie zagłuszało, o czym mówiłyśmy. Obejrzałam to potem w domu i stwierdziłam: nie ma mowy.

Drugim razem spotkałyśmy się w Krakowie. Tym razem byłyśmy lepiej przygotowane: kupiłam mikrofony i zaangażowałam Rafała z jego starą lustrzanką do pomocy. Miejscówkę miałyśmy całkiem niezłą (koło NCK-u: brak kogutów, mało ruchu), aczkolwiek nie wiedziałyśmy jeszcze, że gdy nagrywasz na powietrzu, musisz się sprytnie względem słońca ustawić. Siedziałam w cieniu, tyłem do słońca, więc mi wiele nie wadziło, ale Ola momentami była tak prześwietlona, że wyglądała jak Nosferatu po przebudzeniu: blada jak trup z cieniami pod oczami i ciemnymi ustami. No, nie mogłam tego opublikować.

Mamy to!

Nauczona dotychczasowymi niepowodzeniami, postanowiłam kupić kamerę. Nie stać mnie na profesjonalną, ale udało się wybrać taki sprytny aparat do vloggowania, który zapewnia przyzwoitą (jak na amatorską) jakość. I zrobiliśmy. Wybrałam ładne miejsce – Dworek Matejki w Krzesławicach (zob.). Spakowałam aparat, mikrofony, statyw, laptop, męża – operatora/ montażystę/ dźwiękowca, zrobiłam makijaż i ruszyliśmy. Niestety, zapomniałam o dodatkowych bateriach, więc kamera padła nam po dwóch godzinach. Szczęście, że Olę udało się złapać w całości. Wróciliśmy do domu podładować sprzęt, a potem już bez Oli dograliśmy moje pytania. Zadawanie ich do dłoni było trochę dziwne, trochę deprymujące, w dodatku coś nam poszło z ostrością, ale, mimo tych drobnych potknięć, postanowiłam iść dalej i wykorzystać, co mamy. Przyznaję, do ostatniej chwili chodziło mi po głowie: „a może nagrać jeszcze raz?”, ale cieszę się, że nie uległam.

Bo nagrywki to może 30% roboty. Jak z tekstem: ktoś wysyła mi swoją historię, a potem siedzę godzinami, zgłębiam temat i przekłuwam to w ładny stylistycznie i merytorycznie tekst na bloga. Z rozmową było podobnie. I tutaj, muszę przyznać, ogromna zasługa Rafała.

Montaż

Zanim siedliśmy do HitFilma, oglądałam nagrania z Olą chyba po kilkanaście razy i robiłam z nich notatki: od początkowego transkryptu rozmowy (żeby wiedzieć, co gdzie jest, skoro nie mogę zapamiętać) po dokładną listę momentów, w których powinien pojawić się komentarz z objaśnieniem. Materiału było dużo, trochę powtórzeń, nieudanych tejków, a to znaczy: dużo selekcji, klejenia i wycinania. Siedzieliśmy nad montażem wiele godzin. Układaliśmy kolejność, zmienialiśmy kolejność, robiliśmy plansze z komentarzami, robiliśmy dźwięk. Nagrywaliśmy przy użyciu mikrofonów krawatowych i mikrofonu w aparacie, ale i tak okazało się, że całość potrzebuje wyrównania i wyczyszczenia. Trzeba było porobić przejścia w rozmowie, wydelikacić cięcia, dodać muzykę i inne bajery, i dbać, żeby wszystko, wszystko było przemyślane.

W trakcie pracy starałam się pomagać Rafałowi, ale mam podejrzenie, że głównie działałam mu na nerwy. Mamy zupełnie inne style bycia i przy montażu widać to było jak na dłoni. On, gdy siada do roboty, lubi mieć wszystko przygotowane, zaplanowane, poukładane; lubi trzymać się planu i nic nie zmieniać. Ja – na odwrót: nie umiem w plany i zawsze robię setkę zmian w trakcie. Nie wiem, czemu tak; widocznie coś we mnie stoi w kontrze do jego porządności. W pewnym momencie myślałam, że zacznę chodzić w papierowej torbie na głowie, bo biedak zaczął tracić nerwy. Widziałam, że jest już bardzo zmęczony tym filmem, ale dalej gotów poświęcać się dla mnie. Dlatego obiecałam mu, że nauczę się programu i spróbuję na przyszłość robić więcej rzeczy sama. Zobaczymy, jak to wyjdzie.

10 czerwca 18:00

Tego dnia na YouTubie pojawił się nasz filmuś: Ola i wrzodziejące zapalenie jelita grubego | PISANIE PO UDARZE. ROZMOWY. Z początku sprawdzałam dosłownie co 15 minut, czy są wyświetlenia. Po kilku dniach wyluzowałam. W momencie, gdy piszę te słowa, jest ich równo 1513. Ja wiem, to nie jest wielka liczba, ale dla mnie – jak na pierwszy film w życiu – to wielki sukces. Każde wyświetlenie, każda pozytywna reakcja w mediach społecznościowych, komentarz, ponowne udostępnienie to wszystko napawa mnie dumą. Myślę, że Olę też. Obie miałyśmy swoje obawy przed premierą. Ja, przykładowo, bałam się, że porwałam się z motyką na słońce: bez sprzętu, zaplecza, doświadczenia. Że ludzie zarzucą mi śmieszność. Tymczasem po raz kolejny przekonałam się, że strach ma tylko wielkie oczy. Bo, jeśli czegoś nie spróbujesz, nigdy nie będziesz wiedzieć. Dlatego już zacieram ręce na kolejne rozmowy przed kamerą!


Jeśli podoba Ci się, co robię i chcesz okazać wsparcie, zawsze możesz postawić mi kawę. Wypiję ze smakiem. Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *