Zawieszona w alternatywnej rzeczywistości, nie martwiłam się swoim stanem jakoś szczególnie. Niby powinnam wiedzieć, że podwójne widzenie, zawroty głowy, problemy z wysławianiem się i niepamiętanie większości ludzi nie dotyczą, ale, hej. Nie miałam świadomości, że to poważne zaburzenia. Powiem więcej: nie odczuwałam ich jako zaburzeń. Pewnie dlatego na pytanie: „jak się czujesz?” odpowiadałam każdemu: „w porządku”.
Czy to było w porządku?
Nie. Sama nie przeżyłabym w tym stanie kilku dni. Szczęście, że miałam blisko Rafała, który jakoś mnie przez te pięć dni przeprowadził. Opiekował się mną na tym najbardziej podstawowym poziomie. Budził mnie, pomagał się myć, czesał mnie, ubierał, robił mi pić / jeść, asekurował przy chodzeniu, kontaktował się z ludźmi w moim imieniu.
Sprawę utrudniał fakt, że nie potrafiłam o swoich objawach powiedzieć. Rafał widział, że mocno ze mną niehalo, ale dzięki uprzejmości medyków na SOR-ze nie wiedział, co się dzieje. A do tego był zbyt przerażony i skołowany, by odnieść się do tego krytycznie. I każdego kolejnego dnia koncentrował na tym, by dożyć do wieczora.
Problemy z mówieniem
Zacytuję jego relację z mojej pierwszej rozmowy telefonicznej po udarze:
Rozmowa szła Ci bardzo ciężko. Miałaś bardzo duże problemy z wysławianiem się. Takie same jak wtedy, gdy prowadziłem Cię ze szpitala do domu. Nie pamiętałaś wielu słów. Siedziałem obok i podpowiadałem Ci co powiedzieć, domyślając się w jaki sposób chcesz skończyć zdanie, które zaczęłaś. Potem kiedy skończyłaś rozmawiać z siostrą oddałaś mi telefon. Jagódka stwierdziła, że czuła się jakby rozmawiała z inną osobą.
Moja poudarowa inność to nie były tylko braki w słownictwie. Ja nawet brzmiałam inaczej. Niby byłam sobą, ale… Przed udarem powiedziałbyś o mnie „elokwentna”. Po udarze mówiłam niewyraźnie, wręcz niechlujnie, nie dbałam o gramatykę, przeciągałam samogłoski w sylabach, co drugie słowo urywałam na „yyy” i nie kontynuowałam myśli albo gadałam trzy po trzy jak potłuczona, dobierając wyrazy w jakieś dziwaczne, czasem nielogiczne pary. Mówiłam jednym ciągiem, jednym tonem i miałam gdzieś czy ktokolwiek mnie rozumie.
Podwójne widzenie i zawroty głowy
Cholera, to było paskudne. Ponieważ wszystko mi się rozjeżdżało, a obraz falował i dwoił przed oczami, powiedzieć: „mało widziałam” to za mało. Patrzenie przyprawiało mnie o mdłości. Po kilku minutach wlepiania wzroku w jeden obiekt zamykałam oczy i odwracałam głowę. Świat wirował, było mi niedobrze. Zderzenia z meblami itd. stały codziennością.
Zacytuję znowu Rafała:
W te pierwsze dni głównie leżałaś na łóżku. Rano ubierałem Cię, ale nie miałaś siły chodzić. Miałaś bardzo duże problemy z utrzymaniem równowagi. Kilka razy nie zdążyłem w porę zainterweniować i uderzyłaś się w szafę, krawędź łóżka lub futrynę. Mimo, że miałaś zakaz chodzenia samemu to i tak wstawałaś i na mnie nie czekałaś. Prawdopodobnie nie pamiętałaś, że masz mnie wołać, lub mówić co mam Ci przynieść. Nie mogłaś też patrzeć, mrużyłaś jedno oko kiedy próbowałaś coś zobaczyć.
Stuk-puk stuk-puk
Dwa dni po wyjściu ze szpitala powinnam była prowadzić zajęcia na uczelni, ale nie było szans, bym gdziekolwiek poszła. Trzeba było napisać do studentów, promotorki, odwołać zajęcia itd. Oczywiście, latało mi to i powiewało, więc Rafał w porządności swojej postanowił się tym zająć.
Posadził mnie przed komputerem. I wtedy zaburzenia po udarze mózgu się pokazały. Wyglądałam, jakbym bała się klawiatury dotknąć. Bujałam się na krześle jak dziecko z chorobą sierocą i patrzyłam tępo przed siebie. Przed 23 listopada pracowałam przy biurku codziennie. „Może to szok poszpitalny?” – Rafał pomyślał. Ta. Polskie szpitale są jakie są, ale nie mają aż takiej mocy, by czyścić ludziom mózgi.
Włączył mi pocztę i odpowiednie okienko. Z trudem celując w klawisze, napisałam trzy słowa i odpuściłam, mówiąc, że nie mam siły tego robić. Rafał zbaraniał po raz kolejny, ale ok, siadł za biurkiem pisać za mnie. Pytał o każde słowo, podpowiadał wyrażenia, których można by użyć, chcąc bym to ja decydowała o kształcie wiadomości, ale równie dobrze mógłby gadać do ściany. Leżałam na łóżku z zamkniętymi oczami i trzymałam się za głowę. Imitował więc mój styl pisania z poprzednich maili tak, by odbiorca nie poznał, że ktoś inny jest autorem.
Rzeczywistość równoległa
Piszę „rzeczywistość równoległa”, bo świat w którym zdawałam się być po udarze niekoniecznie pokrywał się ze światem, w którym żył Rafał. Kilka przykładów: na obiad chciałam zupę pomarańczową, siostrze opowiadałam, że grałam w piłkę nożną (gdy w rzeczywistości z trudem stałam), gadałam z Izajaszem przez sen… Jakbym miała permanentnie ze dwa promile.
W poniedziałek 26 listopada zaczęłam nalegać, byśmy udali się pod pewien adres. Podałam Rafałowi konkretną ulicę z numerem i polecenie, że trzeba odebrać mój samochód. „Jaki samochód?!” – pytał Rafał. Żeby zrozumieć, jak absurdalnie to brzmiało: nigdy samochodu nie miałam, nigdy nie próbowałam zdawać na prawo jazdy. W mojej głowie jednak coś innego się przedstawiało. „Oddaj mi prawo jazdy!” – krzyczałam. Byłam zła, wściekła, przekonana, że Rafał celowo ze mnie głupka robi. A jemu łzy świeciły się w oczach.
Najdelikatniej, jak to możliwe, zaczął tłumaczyć, że coś mi się pomieszało. Ja w odpowiedzi zaczęłam bredzić jakieś historyjki z alternatywnej rzeczywistości z nieistniejącym samochodem w roli głównej. Nawet podałam mu markę, model – fikcyjne rzecz jasna. Dopiero gdy Rafał udowodnił mi, że nie ma w Krakowie takiej ulicy ani takiego samochodu na świecie, musiałam przyjąć, że moje wspomnienia to urojenia.
Zaburzenia świadomości
Według statystyk, co czwarty pacjent po udarze mózgu cierpi z powodu zaburzeń świadomości1. Zaburzenia świadomości oznaczają utratę zdolności do prawidłowego odbioru i reagowania na sygnały pochodzące z wnętrza organizmu i otaczającej rzeczywistości. W moim przypadku to były głównie zniekształcenia procesów poznawczych: percepcji, pamięci, myślenia, orientacji, uwagi, języka. Z innych: spałam jak zabita. Wydaje się fajne, ale to nie był normalny sen.
Gdy Rafał udowodnił mi, że moje turbo silne przekonanie o samochodzie to urojenie, poprosiłam go, by pomógł mi posprzątać w głowie. Zadawałam mu pytania o siebie, mówiłam, co myślałam, a on prostował. I tak, już przy tej pierwszej rozmowie okazało się, że nie wiem, w którym szpitalu leżałam, w jakim mieście mieszka moja siostra, na jaki temat piszę doktorat, od ilu lat mieszkam w Krakowie, a nawet czy Rafał był ze mną na SOR-ze.
Pokaż krew
O jednym pytaniu opowiem dokładniej, bo ta sytuacja pokazuje, jak daleko odpłynęłam po udarze. Otóż, spytałam się Rafała, „czy jest prawdziwy”. Niby banalne, jednak… „Jak to czy jestem prawdziwy?” – odpowiedział. Wydaje się absurdalne, ale to pytanie było całkiem zasadne, jeśli wziąć pod uwagę mój stan po udarze.
Gdy uznał, że chyba nie żartuję, zaczął mnie zapewniać o swojej prawdziwości (sic!). O tym, że mnie kocha, nigdy nie zostawi, będzie ze mną nieważne, co się wydarzy. Ale to były tylko słowa. Powiedzieć można wszystko. Może źle to o mnie świadczy, ale poprosiłam go, by skaleczył się w dłoń. Nie, nie chciałam żadnego paktu krwi. Potrzebowałam zobaczyć go od tej lepkiej, najbardziej prawdziwej strony i w ten sposób przekonać się, czy nie jest kolejnym widmem w mojej chorej rzeczywistości.
Rafał nie pojmował, jak mogę go o coś takiego prosić, ale posłusznie poszedł po nóż i przejechał nim po palcu. Krwi było niewiele, więc poprosiłam, by zaciął się jeszcze raz. Drugim razem zrobił to mocniej – krew poleciała obficie, ale nie byłam zadowolona. Krew znaczyła konieczność konfrontacji z rzeczywistością, a na to nie byłam gotowa.
Zmiana lokacji
29 listopada wieczorem przyjechali po mnie rodzice. Te i inne zaburzenia po udarze mózgu trwały przy mnie wiernie, a mimo to miałam dobry humor tamtego dnia. O rodzicach tego samego jednak nie mogę powiedzieć. Mieli świadomość, że coś się ze mną podziało niedobrego, ale zdali sobie sprawę, co, dopiero gdy ujrzeli mnie na własne oczy.
Gdy otrząsnęli się z szoku, spakowali mnie do samochodu i postanowili zawieźć do szpitala w ich mieście. Jeszcze nie wiedziałam o planach dla mnie szpitalnianych, o tym że spędzę na neurologii kilka następnych tygodni, dlatego cieszyłam się jak dziecko, gdy mnie zabierali. Pewnie myślałam, że jedziemy na wycieczkę albo coś.
- D. Ryglewicz, D. Milewska, Zaburzenia przytomności w udarze mózgu. Dane epidemiologiczne, „Udar Mózgu” 2006, t. 8, nr 2, s.63. ↩︎
Jeśli podoba Ci się, co robię i chcesz okazać wsparcie, zawsze możesz postawić mi kawę. Wypiję ze smakiem. Dzięki!
6 comments
Coś okropnego, aż cięzko uwierzyć! Ale czyta się świetnie.
No cóż. Cieszę się, że się podoba, pozdrawiam 😉
Pozdrawiam 🙂 i życzę zdrowia!! żeby już było dobrze
dzięki!
Czytając Twoje wpisy jestem w szoku. Pierwsze zaskoczenie to Twój młody wiek, drugie : kondycja polskiej służby zdrowia, wypuszczono Ciebie do domu w takim stanie…
Też się sobie dziwię – gdybym tego nie przeżyła, byłoby mi ciężko uwierzyć w tę historię. Kondycja służby zdrowia, no, to jest długi temat. Młody wiek pewnie miał tu jakieś znaczenie; przebadali mnie głównie na niebezpieczne substancje w krwi – widać coś im zasugerowało, że jestem „zrobiona”, a nie chora.