Pisałam o tym w TROSCE O NASTĘPNE SŁOWO:
Gdy afazja atakuje, nie pamiętam, co jeszcze sekundę wcześniej chciałam powiedzieć. To takie dziwne uczucie, jakby w głowie ni stąd, ni zowąd rozchodził się dym tak gęsty, że nie jestem w stanie uchwycić choćby powidoku tego jednego, jedynego słowa. Coś mi w myślach kołacze, tłucze się o siebie, ale dobrze wiem, że nie to, czego potrzebuję. To strasznie irytujące – ta niemoc, niemota i wielki gorący brak, który pali jak cholera.
Brak wierci mi dziurę w głowie. Brak rodzi wściekłość. Z pozoru wydaję się dobra, cicha, ale w środku nieustannie kipi i się kotłuje. Wściekłość moja przy afazji, choć momentami obezwładniająca, najczęściej też stłumiona. Ludzie myślą, że jak ktoś wściekły, to mury idzie rozrywać. Ja w chwilach afatycznych też bym coś rozerwała, ale raczej coś swojego. I chyba wolę nie przekonywać się, jak bardzo bym to robiła.
Idź do góry
Po udarze straciłam łączność z Agnieszką sprzed, a ponieważ długo nie miałam siły, by brać się za Agnieszkę po, wpadłam w dół tak głęboki, że ciężko było mi wychylać łeb. W pierwszym okresie na powierzchnię wyciągali mnie dobrzy ludzie obok.
Jagódka
Żadnej rehabilitacji nie byłoby, nigdy łba nie pokazałabym światu, gdyby nie Jagódka.
Jagódka przeprowadziła mnie przez prawdopodobnie najcięższe sześć miesięcy w życiu. Nie sądzę, bym potrafiła się bez niej zmobilizować. A już na pewno nie potrafiłabym się tak pilnować. Proces był wymagający – ile nabiedziłam się przy niektórych ćwiczeniach, ile razy włosy rwałam z głowy poirytowana własną głupotą, tylko Jagódka dziś wie. Ale to wszystko, nawet moje złostki, było potrzebne.
Nauka słownika
Nauka pisania zaczęła się od nauki słownika wyrazów bliskoznacznych. Rozumiejcie dosłownie. Uczyłam się słownika na pamięć. Wiadomo, pamięć moja po udarze wątpliwa, więc i efekty szły wolno. Gdy Jagódka pytała o słowo, nieraz zdarzyło się, że nie rozumiałam zlepku dźwięków w jej ustach. W naszych ćwiczeniach nie chodziło jednak o to, by recytować słownik strona po stronie. Raczej samą pracą, aktywnością otwierać nowe furtki w głowie: ocalać fragmenty, rzeźbić nowe ścieżki i połączenia.
I tak, słownik pozostał moją pierwszą, podstawową lekturą – źródłem cierpienia i nadziei. Moją prywatną Biblią. Korzystam z niego niemalże codziennie: przy każdym pisaniu, przy każdym czytaniu. Chodziłabym ze słownikiem w ręce, gdyby to było wygodniejsze.
Gdy studia nad słownikiem przestały być dla mnie wyzwaniem, wskoczyłyśmy poziom wyżej. Na rynku jest trochę pomocy (zeszytów z ćwiczeniami językowymi) dla ludzi po udarze, ale wszystkie, które znalazłyśmy, były kierowane dla odbiorcy w starszym wieku. I nie mówię o zdjęciach pań/ panów z siwymi głowami. Raczej o powtarzających się pytaniach typu: „jak ma na imię twój syn/ wnuczek/ żona/ mąż?” lub „kto śpiewał o ostatniej niedzieli?”. Śmiałam się, gdy je czytałam, ale, muszę powiedzieć, nie było nic zabawnego w myśleniu: „nic w życiu nie zrobiłaś, a to życie już się skończyło – połóż się i umrzyj, tyle ci zostało”. Kluczem okazało się znaleźć odpowiednią motywację. I tę dostałam od Jagódki.
Ćwiczenia językowe
Jagódka zna mnie jak nikt i szybko zauważyła, jak czuję się z tymi ćwiczeniówkami w rękach. Dlatego opracowała dla mnie system indywidualny – dostosowany do moich potrzeb/ możliwości i momentu w życiu. I tak, każdego dnia dostawałam od niej sprawdzian do zrobienia w czasie krótszym od godziny. Były tam różne ćwiczenia, podam kilka dla przykładu:
- znajdź sylabę, która tworzy z podanym zestawem liter sensowne słowo
- dopisz rymujące się słowa
- w podanych słowach poprzestawiano litery – rozpoznaj, o jakie słowa chodzi
- przeczytaj tekst i zapamiętaj jak najwięcej informacji, następnie odpowiedz na pytania niżej
- do każdego słowa dopisz trzy wyrazy bliskoznaczne
- do każdego słowa dopisz wyraz o znaczeniu przeciwstawnym
- podaj dwa lub więcej znaczenia danego słowa
- wyjaśnij znaczenie słów obcych
- wyjaśnij znaczenie podanych wyrażeń (przysłów/ związków frazeologicznych/ metafor)
- wykreśl słowo, które nie pasuje do reszty
- rozwiąż krzyżówkę/ łamigłówkę językową.
Dzięki tak prowadzonej rehabilitacji mój stan poprawiał się z tygodnia na tydzień. Ogromna radość. Dziś już tamtych dni nie pamiętam, ale przechowuję wszystkie ślady po nich – wszystkie sprawdziany, notatki, serduszka od Jagódki (tak, dostawałam od niej oceny♥). Przeglądam je czasem, wodzę palcem po piśmie z czułością.
Nauka pisania
Po +/- sześciu miesiącach codziennych ćwiczeń językowych zaczęłyśmy pisać wypracowania. Jagódka zadawała mi temat, kilka stron długości, a potem sprawdzała, co tam nagryzmoliłam. Początkowo pisałam jak dziecko w zeszycie. Zdania robiłam proste, pojedyncze lub współrzędnie złożone (z reguły łączne), a literki okrągłe, z przerwami pomiędzy, jakby pisane niewprawną ręką. Do tego masa błędów gramatycznych, stylistycznych, czasem nawet ortograficznych. Podam kilka tematów:
- Wolisz psy czy koty? Uzasadnij.
- Co sądzisz o sprzątaniu w domu?
- Co jadłeś wczoraj na obiad i czy ci smakowało?
- Kto jest twoją ulubioną postacią z „Harry’ego Pottera” i dlaczego?
- Wolisz lato czy zimę? Uzasadnij.
- Napisz w kilku zdaniach, co robiłeś wczoraj popołudniu.
- Co sądzisz o stylu Magdy Gessler?
Trochę śmieszkuję, gdy przeglądam tamte wypracowania, ale wtedy… łomatko, to była poważna literatura! Zbierałam za nie same serduszka – Jagódka szybko zaczęła przeczuwać, że lada moment zacznę pisać samodzielnie. I tak było.
Popisałam jeszcze trochę w zeszycie, ale nie minęło wiele czasu, aż skoczyłam do kompa. Możliwość swobodnej edycji, jaką daje program, jest tym, czego potrzebuję. Potrafię godzinami siedzieć nad jednym akapitem. Usuwam, zmieniam, dopisuję, przepisuję; to może żmudna praca taka pisanina, ale jak przyjemna, gdy widzę własny progres.
TERAPIA PRZEZ PISANIE
Początkowo pisanie po udarze nie miało dla mnie wymiaru świadomie terapeutycznego. Pisałam o chorobie, bo niczego innego nie pamiętałam. W głowie p*zda, na fikcję za wcześnie. Aspekt terapeutyczny pojawił się później, ponieważ:
- nawiązuje do tego, czym zajmowałam się przed udarem, a tym samym daje wrażenie ciągłości
- pozwala zobaczyć się przez pryzmat kursora na monitorze i ochłodzić nieco myśl o chorobie
- poprawia obraz siebie – gdy piszę, nie czuję się ofiarą, która czeka pomocy, pomagam sobie sama
Terapia przez pisanie w mierze większej niż cokolwiek innego wróciła mi poczucie własnej wartości po chorobie. To niezwykle ważne, bo przez długi czas po udarze moje zdanie o sobie było, no cóż, w strzępach. W ten sposób pisanie okazało się moim cichym miejscem na uboczu, miejscem bezpiecznym, które wprowadza refren do chaosu i pomaga mi odnajdywać się na co dzień.
Wolna od metafor
Staram się jak najwięcej notować. Wypracowałam sobie ten nawyk po tym jak raz, drugi, enty zapomniałam, co miałam zrobić/ powiedzieć. Ważniejsze z notatek przepisuję kilka razy w różne miejsca, żeby zwiększyć sobie szanse na ponowne ich przeczytanie. Jest w tym pewna randomowość, ale lubię ją. Zresztą tu chodzi bardziej o samą czynność pisania – wszystko, co dla mnie istotne, musi znaleźć się na piśmie; w przeciwnym razie jakby nie istniało.
Styl, w jakim dziś piszę, robił się w stopniowo. Na przestrzeni lat przekonałam się, że im bardziej kombinuję, tym wtórniej brzmię; gdy brzmię wtórnie, przepisuję jedno zdanie w kółko. Mnożę epitety, porównania, różne etykiety, mapowania, szukam podskórnie wyczuwanego rytmu, a tekst i tak wymyka się. W końcu zapominam, co chciałam napisać. Wolność od metafor wydaje się w moim przypadku najrozsądniejszym rozwiązaniem.
Lepienie siebie
Dzięki pisaniu oswajam samotność i wracam sobie (może złudne, ale jednak) poczucie kontroli nad stratą. Gdy piszę, robię Agnieszkę i staram się patrzeć na nią w jak najmniejszym zapośredniczeniu. Pewnie idiotycznie brzmi, co próbuję powiedzieć, ale wydaje mi się, że dzięki pisaniu widzę się jakby… wyraźniej?
To bardzo ważne, bo po udarze długo czułam się wyrwana z kontekstu. Pisanie pomogło mi z tym walczyć: zobaczyć siebie, usłyszeć siebie. Ulepić siebie na nowo. Co tu dużo gadać, pisanie uratowało mi życie.
***
Ogromne dziękuję dla Jagódki, której zawdzięczam więcej niż jestem w stanie powiedzieć.
Jeśli podoba Ci się, co robię i chcesz okazać wsparcie, zawsze możesz postawić mi kawę. Wypiję ze smakiem. Dzięki!