Unheimlichkeit

Ciemna noc w lesie; będąc tan, czujesz się nieswojo.
W poprzednich wpisach opowiadałam o swoim udarze z drugiej ręki. I choć nie jestem w stanie odtworzyć wydarzeń tamtego dnia w spójnej, logicznej sekwencji, co do jednego momentu mam pewność.

Moment, o którym mówię, działa na mnie jak prywatny horyzont zdarzeń – oddziela od tego, o czym nigdy nie będę pamiętać. Jako taki jest dla mnie organicznie nieopisywalny, niewysławialny. Wiem, że się wydarzył – czuję go w trzewiach i stąd szukam dlań języka. Wiem też, że nigdy nie uda mi się w pełni powiedzieć tego, co chciałabym powiedzieć. Tylko jedno słowo tu pasuje: Unheimlichkeit.

Poranek 23 listopada

W dniu udaru czułam się źle prawdopodobnie zaraz po otworzeniu oczu, ale jak źle zrozumiałam dopiero, gdy dźwignęłam się z łóżka. Postawiłam stopy na podłodze i dosłownie ścięło mnie z nóg, powaliło z powrotem na materac. Nie wiem, co to było. Ból? Strach? Pewnie jedno i drugie, i coś jeszcze. Znalazłam się wtedy w bardzo dziwnym miejscu.

Gdy myślę o tamtej chwili, widzę tu dwie możliwości: albo ból był tak ostry, większy niż jakikolwiek inny ból, który do tamtej pory mi się przydarzył, że nie zarejestrowałam go stricte jako ból, albo to w ogóle nie był ból, lecz głęboki lęk przed zagrożeniem, przeczuwany w sposób psychosomatyczny i z braku słów jako ból zapisany na kartce papieru.

Jak to opisać?

Jestem pewna tylko jednego – uczucia, które ogarnęło mnie na krótką chwilę przed utratą przytomności. Leżałam na brzuchu w bezruchu i w jakiś absurdalny sposób przeczuwałam, że znalazłam się w stanie zagrożenia życia, a cokolwiek mnie czeka, nie jestem na to gotowa. Dlaczego nie chwyciłam za telefon i nie wystukałam 112? Jeśli nie byłam w stanie po niego sięgnąć, dlaczego nie zaczęłam krzyczeć? Może ktoś z sąsiadów usłyszałby i zadzwoniłby na policję? Powinnam była coś zrobić, cokolwiek. Dlaczego nie walczyłam o siebie? Nie potrafię tego wytłumaczyć. Jedyne, co przychodzi mi na myśl – w takiej chwili nie myślisz logicznie.

Zostałam znaleziona kilka godzin później na podłodze w kuchni, ale nie wiem, w jaki sposób się tam znalazłam. Nie pamiętam wędrówki po mieszkaniu. Zgaduję, że przejście kilku metrów po szklankę wody (?) było ostatnią czynnością, której się podjęłam, zanim mój mózg zaczął umierać.

Muszę powiedzieć: męczę się strasznie, by tamten poranek opisać. Podejść do tego rozdziału robiłam setki. Zmieniam, edytuję, łudzę się, że coś wymyślę, a w myślach gra mi jedno: to nie to. I nawet nie chodzi o to, że nie pamiętam (to akurat w pisaniu nie musi przeszkadzać). Rzecz w tym, że próbuję powiedzieć o jednym z tych momentów, których zwyczajnie nie da się opisać.

Nie w swoim domu

Długo po udarze, gdy zabawiałam się czytaniem lektur z czasów uniwersyteckich, przeczołgałam się m.in. przez Bycie i czas. Heidegger przemawia do mnie teraz, bo widzę po sobie, jak bardzo niedokonane, otwarte, tu i tam jest życie, a wszelkie granice sztuczne. Fragment o Unheimlichkeit wybitnie pasuje mi w kontekście 23 listopada, dlatego pozwolę sobie nawiązać.

Posługując się heideggerowską terminologią, człowiek odczuwa lęk – Furcht – gdy potrafi zdefiniować zagrożenie, a owo zagrożenie stoi na linii jednostka – świat zewnętrzny. Gdy uczucie pochodzi z niemożliwego do nazwania źródła i wyrywa człowieka z poczucia zadomowienia w świecie, odsłaniając przed nim ukryty, jednak zawsze obecny wymiar bycia – wtedy mowa o trwodze – Angst. Trwoga to idea nastroju bezprzedmiotowego, niemożliwego do określenia i maksymalnie obcego. Idąc tym tropem, dochodzę do wniosku, że tamtego dnia, chwilę przed utratą przytomności poczułam heideggerowską trwogę. Razem z nią przyszło Unheimlichkeit, czyli poczucie wykorzenienia z własnego domu. Cytuję filozofa1:

W trwodze jest nam „nieswojo”. Znajduje tu wyraz swoista nieokreśloność tego, przy czym się jestestwo w trwodze znajduje: „nic” i „nigdzie”. Nieswojość [Unheimlichkeit] jednak oznacza przy tym także bycie-nie-w-swoim-domu [Nicht-zuhause-sein].

Dziwnie swoja obcość

Unheimlichkeit to, mówiąc najprościej, głęboki lęk i brutalna obcość. Jako takie jest niemal nierealne, a jednocześnie bardziej prawdziwe i bardziej przerażające niż cokolwiek, co w życiu przeżyłeś. Nie potrafisz wtłoczyć go w znaną ci siatkę pojęć i, przynajmniej na logicznym poziomie, zneutralizować. Przeczuwasz zagrożenie i wiesz, że musisz się mu poddać, bo nadchodzi coś, co przekracza świat, który znasz.

Brzmi biblijnie, ale to nie w tę stronę, zapewniam. Przeżycie trwogi zmieniło sposób, w jaki doświadczam świata. Granice popękały, a on sam rozszerzył się o jakiś element nie do końca nie-swój. Tak działa Unheimlichkeit: myślałeś, że jesteś panem swojego życia? Ha, nie jesteś. Grunt osuwa ci się spod nóg; wszystko, w co wierzyłeś wcześniej robi śmieszne.

Gdy przejdziesz przez strach, najokrutniejsze w trwodze okazuje się poczucie bezsensu. Gdy patrzysz na świat, siebie i wszystko wydaje ci się pozbawione znaczenia, wiedz, że jesteś w tym najgorszym miejscu.

Konsekwencje

Unheimlichkeit trwało ledwie kilka sekund, ale wyrwało co trzeba i ślad zostawiło we mnie wyraźny. Są różne słowa, których mogłabym tu użyć: rana, trauma, dysocjacja – nie użyję jednak żadnego, bo trochę za dużo ich w przestrzeni. Zostawmy je terapeutom. Doświadczenie, o którym mówię, ma sens niemal metafizyczny.

Ludzie mówią mi: „pomódl się, poszukaj Boga”. Nie. Ja tego nie czuję. Wolę zdać się na przypadek. I siebie – oswoić własną miałkość, marność, własną słabość po prostu.

Wiem, że 23 listopada zaszła we mnie ogromna zmiana, zmiana większa od zawału mózgu – jakby jakaś dzika wolta nad życiem i śmiercią, której nie potrafię zrozumieć, złączyć w sens, co dopiero przepracować. Pewnie dlatego nie czuję połączenia między nową i starą sobą. Życie, którym żyję obecnie, to takie pomiędzy – wypełnia przestrzeń między osobą, którą byłam a osobą, którą być może będę. To możliwość bycia – jakim człowiekiem, zobaczymy.

  1. M. Heidegger, Bycie i czas, przeł. B. Baran, Wydawnictwo PWN, Warszawa 1994, s. 267. ↩︎

Jeśli podoba Ci się, co robię i chcesz okazać wsparcie, zawsze możesz postawić mi kawę. Wypiję ze smakiem. Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *