Zaburzenia pamięci

Nie mogę powiedzieć po prostu „nie pamiętam”. Uczciwiej byłoby: jestem zawieszona między pamięcią a niepamięcią, w krainie wiecznej szarości, z rozmazanymi konturami i jakże irytującą świadomością własnej nieporadności.

Podam kilka przykładów, by pokazać, jak zaburzenia pamięci wyglądają na co dzień:

  • Czytam jakiś artykuł i znajduję myśl wartą użycia w tekście. Włączam dokument, żeby zrobić notkę i nagle orientuję się, że nie pamiętam, CO chciałam napisać. Wracam do tekstu i wtedy zdaję sobie sprawę, że nie pamiętam, w którym miejscu to COŚ przeczytałam, więc czytam od początku z nadzieją, że oświeci mnie jeszcze raz.
  • Słucham opowieści z mojej przeszłości, a w głowie nie mam żadnego wspomnienia, które mogłoby pasować w kontekście. Więcej: nie czuję związku z przedstawianą historią. Z życzliwą ciekawością słucham więc o sobie jak o kimś obcym. Czasem kiwam głową, uśmiecham się lub kłamię, żeby nie musieć mówić: „nie pamiętam” i patrzeć na reakcję odbiorcy, który najprawdopodobniej w moje „nie pamiętam” nie uwierzy.
  • Gdy piszę bloga, korzystam z notatek, nad którymi siedziałam kilka lat. Czytam każdy fragment dziesiątki razy, dziesiątki razy poprawiam – nad jednym akapitem mogę kilka godzin siedzieć – a następnego dnia i tak ledwo, o ile w ogóle pamiętam, co pisałam.

Między pamięcią a niepamięcią

Zaburzenia pamięci sprawiają, że czas mija mi szybko, nie ma w nim historii, jest tylko tu i teraz, wieczne tu i teraz, i ja w środku. Wszystko dzieje się równolegle, kręci wokół i rozjeżdża na boki. Ta sama historia opowiadana po raz enty jest tak samo interesująca, żart zabawny, a zdarzenie, jeśli niezanotowane, nietrwałe.

Czasem jest mi smutno. Gdy widzę, jak moja siostrzenica rośnie i nie pamiętam, jak słodko zasuwała na brzuszku po pokoju albo pierwszy raz powiedziała do mnie: „ciocia”, w oczach mam łzy. Zbieram po niej fanty: podziurawione skarpetki, zużyte smoczki, loczki z główki; przy każdym spotkaniu robię milion zdjęć/ filmików, by utrwalić czas, mieć ślad. Ale to i tak mało.

Miewam gorsze dni, ale, na ile to możliwe, myślę, że przyzwyczaiłam się do niepamiętania. Jedna rzecz, nie, dwie, strasznie działają mi na nerwy.

  1. Gdy mówię: „nie pamiętam” i w odpowiedzi słyszę: „nie gadaj, przecież wyglądasz normalnie”. Wiem, że nie jestem, a i tak czuję się wtedy jak krętacz, kanciarz, matacz podstępny. Jakbym musiała przepraszać za to, że dobrze wyglądam i nie przypominam chorej.
  2. Gdy mówię: „nie pamiętam”, a oni marszczą brew, ściszają głos i zaczynają traktować mnie jak ofiarę. Mogę być całkiem ok ze sobą, ale gdy spotykam się z taką reakcją, z automatu czuję się jak ta biedna, przegrana dziewczyna, po której nie ma się już czego spodziewać.

Zespół amnestyczny

W połowie grudnia 2018 roku stwierdzono u mnie amnestyczny zespół wzgórzowy z masywnymi zaburzeniami pamięci długotrwałej1.

Na zespół amnestyczny składają się dwa rodzaje amnezji: następcza i wsteczna. Amnezja wsteczna obejmuje informacje sprzed choroby; amnezja następcza dotyczy informacji po zaistnieniu patologii. Cytuję:

Amnezja następcza polega na utracie zdolności do przyswajania nowych informacji, czyli uczenia się. (…) Amnezja następcza ujawnia się w codziennym zachowaniu pacjenta: zadaje on te same pytania, bo nie pamięta otrzymanej odpowiedzi, nie rozpoznaje ludzi, z którymi miał kontakt, nie może znaleźć drogi w nowym otoczeniu, nie potrafi powiedzieć, co robił wczoraj, nie pamięta wiadomości z prasy i telewizji.2

Amnezja wsteczna dotyczy doświadczeń nabytych przed chorobą. Charakterystyczne jest występowanie gradientu czasowego (temporal gradient): im starsze wspomnienie, tym mniej podatne jest na amnezję. Pacjenci nie pamiętają przede wszystkim stosunkowo świeżych przeżyć, a im silniejsza amnezja wsteczna, tym głębiej sięga w przeszłość. Możliwe są jednak różne wzorce, zależnie od rodzaju uszkodzenia mózgu.3

Brzmi strasznie, ale w praktyce można z tym żyć. W moim przypadku stwierdzono amnezję wsteczną całkowitą i następczą częściową. Nie mam wspomnień z przeszłości, ale jestem w stanie się uczyć oraz przy odpowiednim wysiłku zapamiętywać nowe rzeczy, szczególnie jeśli wiążą się z silnym ładunkiem afektywnym.

Zaburzenia pamięci długotrwałej

Pamięć długotrwała wykracza poza zasięg teraźniejszości. Jest rodzajem prywatnej bazy danych gromadzonych przez lata4. Może przechowywać cokolwiek, np. wiedzę o świecie, mapy miejsc, dane historyczne, zdarzenia z prywatnej przeszłości, instrukcje działania. I tak, od czasu udaru mam dobrze zachowaną pamięć krótkotrwałą i rozwaloną długotrwałą. Przykład: powtórzę informację bezpośrednio po jej podaniu, lecz odtworzenie jej po kilku minutach w niezmienionym kształcie jest dużym wyzwaniem.

Istnieją różne rodzaje pamięci długotrwałej: semantyczna i epizodyczna, proceduralna i deklaratywna, jawna i utajona. Nie będę referować podręcznika, powiem tylko o najistotniejszym dla mnie podziale na pamięć semantyczną i epizodyczną. Pamięć semantyczna to ogólna wiedza o świecie – pamięć faktów, sądów niezależna od prywatnego kontekstu, w którym została przyswojona. Pamięć epizodyczna to pamięć osobistych doświadczeń jednostki, związana z określonym czasem i miejscem, umożliwiająca ponowne przeżywanie poszczególnych zdarzeń w myślach. I właśnie ta najmocniej oberwała u mnie po udarze.

Pamiętam-wiem

Różnice między pamięcią epizodyczną a semantyczną najlepiej widać na przykładzie metody „pamiętam-wiem”5. Zgodnie z nią mogę powiedzieć, że wiem o wielu rzeczach ze swojego życia (bo się o nich nauczyłam), ale ich nie pamiętam.

Przykład: czytam rozmowy na FB sprzed X czasu, robię z nich notatki, a potem uczę się o sobie jak o bohaterze z książki. Brzmi komicznie? Pewnie. Sama się z tego śmieję. Tak długo siebie studiowałam, że w końcu wpadłam w pułapkę niekończącej się interpretacji. Ale dzięki temu wiem o sobie to i to, i to.

Jak weryfikować, gdy żadne słowo nie jest moje?

Zaburzenia pamięci wpływają na problemy z zaufaniem. Ludzie nie ufają mi (bo często konfabuluję), a ja nie ufam im (bo ciężko mi ufać komukolwiek, skoro sama sobie nie ufam). Weryfikacja w przypadku problemów z pamięcią jest utrudniona. Ta sama historia dla dwóch różnych osób może różnie brzmieć i to, że spotykam dwie wersje tej samej historii, nie znaczy że ktokolwiek kłamie. Niemniej jednak: problemy z zaufaniem.

Odkąd moje ciało zagarnął dyskurs medyczny i stałam się rubryką w tabeli, podporządkowaną i nieustannie kontrolowaną, czuję tym większą potrzebę podążania za emocjami, intuicjami i instynktami, bo one w całej swojej niepewności i nieobiektywności wydają mi się bardziej prawdziwe, bardziej moje niż cokolwiek innego.

Konfabulacja

Konfabulacja oznacza nieświadome uzupełnianie luk w pamięci zmyślonymi ciągami znaczeń6. Nie jest kłamstwem, ponieważ nie zawiera celowości typowej dla wypowiedzi świadomie niezgodnej z rzeczywistością. Powstaje zupełnie nieintencjonalnie. W praktyce: próbuję powiedzieć coś, czego dobrze nie pamiętam, ale z jakiegoś powodu jestem przekonana, że się wydarzyło. Po wypowiedzeniu dowiaduję się, że mimo mej szczerej wiary, X istniało tylko w mojej głowie.

Raz, drugi, trzeci – konfabulacja może się zdarzyć każdemu. Gdy jednak pojawia się u ciebie zbyt często, ludzie uczą się, by traktować twoje słowa z rezerwą. Po jakimś czasie, choćbyś był święcie przekonany o własnej słuszności i nawet faktycznie ją miał, i tak usłyszysz przeklęte: „może” w odpowiedzi. Nieufność do siebie – do własnych słów i myśli – zaczyna w końcu udzielać się i tobie. Robisz się niepewny siebie, a poczucie własnej wartości masz coraz niżej. W końcu przestajesz mówić niepytany, bo boisz się, że niechcący skłamiesz i pogrążasz się w samotności.

  1. M. Jagodzińska, Psychologia pamięci. Badania, teorie, zastosowania, Wyd. Sensus, Gliwice 2008, s. 470-474. ↩︎
  2. Tamże, s. 475. ↩︎
  3. Tamże, s. 477. ↩︎
  4. Tamże s. 130-132, ↩︎
  5. Tamże, s. 207-208. ↩︎
  6. Tamże, s. 484. ↩︎

Jeśli podoba Ci się, co robię i chcesz okazać wsparcie, zawsze możesz postawić mi kawę. Wypiję ze smakiem. Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *